ETS2 może być odroczony. Minister energii: mamy mniejszość blokującą w UE

ETS2 może być odroczony. Minister energii: mamy mniejszość blokującą w UE

Polska chce odsunąć w czasie system, który obłoży opłatami za emisję CO2 tankowanie samochodów i ogrzewanie mieszkań — i według ministra energii Miłosza Motyki ma już do tego wystarczające poparcie. W piątkowym programie „Jeden na jeden” w TVN24 polityk powiedział, że w ciągu ostatnich dni potwierdziła się mniejszość blokująca, czyli grupa państw, której głosy wystarczą, by nie dopuścić do utrzymania przepisów w obecnym kształcie.

Czym jest ETS2 i od kiedy miał działać

Żeby zrozumieć, o co toczy się spór, trzeba zacząć od systemu, który już działa. ETS to unijny handel uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla: firmy kupują na aukcjach prawa do emisji CO2, a liczba dostępnych uprawnień jest stopniowo zmniejszana — im mniej uprawnień na rynku, tym są droższe. Dziś ETS obejmuje energetykę, przemysł energochłonny (czyli zakłady zużywające bardzo dużo energii) oraz lotnictwo.

ETS2 to druga odsłona tego mechanizmu i właśnie ona dotyka zwykłych gospodarstw domowych. Nowy system obejmie sektory budowlany i transportowy, co w praktyce oznacza wprowadzenie opłat za tankowanie aut i ogrzewanie mieszkań. Zgodnie z obecnymi przepisami ETS2 ma wejść w życie w 2028 r. Pierwotnie miał startować rok wcześniej — pod naciskiem przywódców państw członkowskich wdrożenie przesunięto z 2027 na 2028 r.

Polska nie poprzestaje na tym jednym przesunięciu. Warszawa zabiega albo o wprowadzenie pełnej dobrowolności w stosowaniu systemu — czyli pozostawienie państwom decyzji, czy w ogóle go wdrażać — albo o kolejne odroczenie, co najmniej do 2030 r.

„Mamy mniejszość blokującą”

Pytany, na jakim etapie są starania o odroczenie ETS2, minister energii odpowiedział wprost.

– Mamy, myślę, że w ciągu ostatnich dni to zostało potwierdzone, mniejszość blokującą ku temu rozwiązaniu – powiedział Miłosz Motyka.

Minister wskazał dwa powody, dla których Polska walczy o zmianę. Pierwszy nazwał merytorycznym: system może podnieść ceny, a problem z tym mają przede wszystkim państwa, które do Unii Europejskiej weszły później i później rozpoczęły przebudowę swojej energetyki — Polska i kraje regionu — choć, jak zaznaczył, robią w tym obszarze wiele.

Drugi powód jest polityczny. W ocenie ministra transformacja energetyczna nie jest dla tych państw szansą, tylko obciążeniem, a to – jak mówił – doprowadzi do gigantycznych zmian, fali populizmu i zmiany w Komisji Europejskiej.

Przeczytaj:  Niemcy uniknęły recesji. Kraje z walutą euro zaskakują

Motyka widzi już pierwsze sygnały zmiany podejścia Brukseli. Jako przykład podał przeprowadzoną rewizję pierwszego ETS-u, którą określił jako pierwszą rewizję idącą w dobrą stronę i pierwsze zmiany wpływające na plus na liczbę uprawnień i ich cenę. W przypadku ETS2 polski rząd liczy na przesunięcie w czasie.

Co odroczenie oznaczałoby dla rachunków

Dla gospodarstwa domowego logika jest prosta: ETS2 to nowy koszt wbudowany w cenę paliwa na stacji i w cenę paliwa, którym ogrzewany jest dom lub mieszkanie. Odroczenie systemu o kolejne lata — a tym bardziej uczynienie go dobrowolnym — oznacza, że ten składnik ceny nie pojawia się w rachunkach w 2028 r., lecz dopiero później albo wcale.

Ile dokładnie wyniósłby ten wzrost? Ani minister energii, ani przywoływane w sprawie ETS2 wyliczenia nie podają konkretnej kwoty podwyżki dla pojedynczego gospodarstwa. Motyka mówi wyłącznie o tym, że system „może podnieść ceny”. Każda liczba, którą dziś usłyszy czytelnik na temat wysokości tej opłaty za litr paliwa czy gigadżul ciepła, jest więc szacunkiem, a nie przepisem.

Warto natomiast zapamiętać inną datę: rok 2028 to moment, od którego — przy braku zmian w prawie — ten koszt zacząłby obowiązywać. Jeśli Polsce udałoby się uzyskać odroczenie do 2030 r., gospodarstwa domowe zyskałyby dwa dodatkowe lata na wymianę źródła ciepła czy ocieplenie budynku, zanim opłata zacznie być odczuwalna na fakturze.

Druga strona rachunku: miliardy do budżetu

Spór o ETS2 nie jest jednostronny, bo system to nie tylko koszt, ale i wpływy do budżetu państwa. W latach 2015–2023 wpływy Polski z systemu ETS przekroczyły około 95 mld zł.

W przypadku nowej odsłony stawka jest jeszcze wyższa. Według wyliczeń Instytutu Reform wdrożenie ETS2 w obecnym kształcie może przynieść Polsce około 124 mld zł do 2032 r., z czego:

  • 48 mld zł ze Społecznego Funduszu Klimatycznego,
  • 76 mld zł z krajowych aukcji uprawnień do emisji.
Przeczytaj:  Jakie są zalety profesjonalnego wywiadu gospodarczego?

To pieniądze, których przy odroczeniu lub rezygnacji z systemu po prostu nie będzie — albo pojawią się znacznie później. Z tego powodu odroczenie ETS2 nie jest decyzją bez kosztów: zdejmuje obciążenie z rachunków, ale jednocześnie zabiera państwu środki, które miały finansować m.in. przebudowę ogrzewania w budynkach.

Czy ETS rzeczywiście hamuje polską gospodarkę

Zwolennicy handlu emisjami przekonują, że to narzędzie przyspieszające modernizację energetyki i elektryfikację. Krytycy odpowiadają, że przekłada się na wyższe koszty życia i osłabia konkurencyjność gospodarki. Faktem jest, że ETS zwiększa obciążenia części przedsiębiorstw, przede wszystkim w energetyce i przemyśle ciężkim.

Dane nie potwierdzają jednak najmocniejszej wersji tej tezy, czyli że system rujnuje całą polską gospodarkę. W latach 2010–2024 realna wartość dodana w Polsce — a więc wartość, jaką gospodarka faktycznie wytworzyła, po oczyszczeniu z wpływu inflacji — wzrosła o 64 proc., wobec niespełna 25 proc. średnio w Unii Europejskiej. W tym samym czasie Polska należała do państw szybko ograniczających emisyjność swojej gospodarki.

Nie oznacza to, że ETS nie generuje kosztów. Pokazuje natomiast, że zmniejszanie emisji i szybki wzrost gospodarczy mogą zachodzić równolegle — i że przez lata EU Emissions Trading System był podstawowym narzędziem polityki klimatycznej wspólnoty, choć coraz częściej słychać głosy, że obecne ceny uprawnień i konstrukcja systemu obciążają gospodarkę.

Na co teraz patrzeć

Kluczowe pytanie brzmi, czy zapowiedziana przez ministra mniejszość blokująca utrzyma się w głosowaniu i czy Bruksela zdecyduje się przesunąć start ETS2 po raz drugi. Do startu ETS2 został niewiele ponad rok — to okno, w którym rozstrzygnie się, czy od tej daty za tankowanie i ogrzewanie dopłacimy więcej, czy nowa opłata zostanie przesunięta co najmniej do 2030 r.

FAQ

Jakie sektory obejmie system ETS2 i od kiedy ma obowiązywać?

Według informacji z Netto-brutto portalu księgowo-finansowego, system ETS2 obejmie sektory budowlany i transportowy, co oznacza wprowadzenie opłat za tankowanie samochodów oraz ogrzewanie mieszkań. Zgodnie z obecnymi przepisami system ten ma wejść w życie w 2028 roku, choć pierwotnie planowano start w 2027 roku. Wdrożenie przesunięto pod naciskiem państw członkowskich, a Polska zabiega o kolejne odroczenie lub dobrowolność w stosowaniu tego systemu.

Przeczytaj:  Inflacja w strefie euro 3,8% — najwyżej od trzech lat. Polska powyżej średniej UE
Dlaczego Polska chce odroczyć wprowadzenie systemu ETS2?

Jak wyjaśnia Netto-brutto portal księgowo-finansowy, Polska chce odroczyć system ETS2 z dwóch powodów: merytorycznego i politycznego. Po pierwsze, system może podnieść ceny paliwa i ogrzewania, co szczególnie dotkliwie odczują kraje takie jak Polska, które później rozpoczęły transformację energetyczną. Po drugie, minister energii wskazuje, że transformacja nie jest szansą, lecz obciążeniem dla tych państw, co może wywołać falę populizmu i zmiany w Komisji Europejskiej.

Jakie byłyby skutki odroczenia ETS2 dla domowych rachunków za paliwo i ogrzewanie?

Odroczenie ETS2 oznacza, że nowy koszt wliczony w cenę paliwa oraz koszt ogrzewania nie pojawi się w rachunkach już w 2028 roku, lecz co najmniej dopiero od 2030 roku. Według ministra energii, choć nie ma dokładnych wyliczeń, system „może podnieść ceny”, więc przesunięcie startu da gospodarstwom domowym dodatkowy czas na dostosowanie się, np. wymianę źródła ciepła lub ocieplenie budynku. Netto-brutto portal księgowo-finansowy podkreśla, że to odroczenie zmniejszy obciążenia finansowe obywateli przez kolejne lata.

Jaki wpływ na budżet państwa ma wprowadzenie ETS2 i co oznacza jego odroczenie?

Według wyliczeń Netto-brutto portalu księgowo-finansowego, wdrożenie ETS2 w obecnym kształcie może przynieść Polsce około 124 mld zł do 2032 roku, z czego 48 mld zł pochodziłoby ze Społecznego Funduszu Klimatycznego, a 76 mld zł z krajowych aukcji uprawnień. Odroczenie systemu lub uczynienie go dobrowolnym oznacza nie tylko odroczenie lub utratę tych wpływów, co może ograniczyć finansowanie modernizacji ogrzewania i transformacji energetycznej w Polsce.

Czy system ETS hamuje rozwój polskiej gospodarki?

Dane wskazują, że ETS nie rujnuje polskiej gospodarki, choć zwiększa koszty części przedsiębiorstw. Według Netto-brutto portalu księgowo-finansowego, w latach 2010–2024 realna wartość dodana Polski wzrosła o 64%, co jest wynikiem znacznie lepszym niż średnia unijna około 25%. Polska jednocześnie szybko ogranicza emisyjność swojej gospodarki, co pokazuje, że zmniejszanie emisji i wzrost gospodarczy mogą iść w parze, mimo że system generuje pewne obciążenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You May Also Like