Historia kredytów we frankach – wnioski dla przyszłych kredytobiorców

Historia kredytów we frankach jest opowiadana najczęściej jako spór o to, kto zawinił: naiwny klient czy chciwy bank. To najmniej użyteczna jej wersja. Bardziej użyteczna jest ta, w której widać, że ostrzeżenie padło w 2006 roku, zostało zignorowane z powodów politycznych, a rachunek za tę zwłokę spłacamy — sądownie — dwadzieścia lat później.

Skąd wziął się boom: rata niższa o jedną trzecią

Mechanizm był prosty i przez kilka lat działał bezbłędnie. Kredyt złotowy oprocentowany był stawką WIBOR, kredyt frankowy — stawką LIBOR CHF, a różnica kilku punktów procentowych przekładała się na ratę niższą o kilkadziesiąt procent. Do tego dochodził trend kursowy: frank tracił do złotego przez cztery lata z rzędu, ze średnim kursem NBP 2,5984 zł w 2005 r., 2,4773 zł w 2006 r., 2,3047 zł w 2007 r. i 2,2171 zł w 2008 r. Kto patrzył na saldo, widział, że dług w złotych sam się zmniejsza.

Skala zjawiska była bezprecedensowa. Według prezentacji Przewodniczącego KNF z 3 lutego 2015 r. w sejmowej Komisji Finansów Publicznych, w szczytowym punkcie kredyty CHF stanowiły 70% rynku kredytów mieszkaniowych, a liczba czynnych umów wzrosła sześciokrotnie.

Struktura portfela jest kluczem do zrozumienia całej sprawy. Dominowały w nim roczniki 2006–2008, a UKNF zwracał uwagę zwłaszcza na rok 2008 — kulminację jednocześnie na rynku kredytowym, nieruchomości i złotego. Kredyty z tego rocznika niosły najwyższe ryzyko dla obu stron, bo powstały przy najwyższych cenach mieszkań i najniższym w historii kursie franka.

Warto przy tym odkłamać obraz „frankowicza-spekulanta”. Z danych UKNF na koniec 2013 r. wynika, że ponad 80% kredytobiorców CHF zaciągnęło kredyt nieprzekraczający 300 tys. zł, a przeciętna wartość takiego kredytu wynosiła 241,2 tys. zł. To nie były transakcje inwestycyjne — to były mieszkania. Dokładał się do tego klimat wokół produktu, który UKNF opisał bez ogródek: „kampania” medialna na rzecz tanich kredytów CHF i „wiecznej” hossy na rynku nieruchomości, kredytobiorcy złotowi postrzegani jako podejmujący nieracjonalne decyzje, a tanie kredyty wykorzystywane przez deweloperów do podnoszenia cen. Kto w 2007 r. wybierał droższy kredyt w złotych, robił to wbrew niemal wszystkim wokół.

Indeksacja, denominacja i spread — gdzie naprawdę siedziało ryzyko

Formalnie żaden z tych kredytów nie był kredytem walutowym w potocznym sensie. Klient nie dostawał i nie spłacał franków — dostawał i spłacał złote, a frank pojawiał się wyłącznie jako miernik, po którym przeliczano jedno i drugie. Prawo bankowe od 2011 r. traktuje obie konstrukcje łącznie.

ElementKredyt indeksowanyKredyt denominowany
Kwota w umowiewyrażona w złotychwyrażona we frankach
Wypłataw złotych, przeliczana na CHF po uruchomieniuw złotych, po przeliczeniu kwoty z CHF
Saldo i ryzyko kursusaldo w CHF, ryzyko w całości po stronie kredytobiorcysaldo w CHF, ryzyko w całości po stronie kredytobiorcy

Do tego dochodził spread — pozycja, której w cenniku nie było, bo nie była opłatą. Rekomendacja S (II) z 2008 r. definiuje go jako „różnicę pomiędzy kursem sprzedaży a kursem zakupu waluty obcej ogłaszanym przez bank w tabeli kursów walut”. Bank przeliczał wypłatę po swoim kursie kupna, a każdą ratę po swoim kursie sprzedaży, więc obie strony transakcji odbywały się po cenach ustalanych przez jedną stronę umowy.

Przeczytaj:  Ile trzeba zarabiać netto, żeby dostać kredyt hipoteczny?

Ustawodawca zareagował dopiero 26 sierpnia 2011 r., gdy weszła w życie tzw. ustawa antyspreadowa. Dodała do Prawa bankowego art. 69 ust. 2 pkt 4a, nakazujący wskazać w umowie „szczegółowe zasady określania sposobów i terminów ustalania kursu wymiany walut”, oraz art. 69 ust. 3, dający prawo spłaty rat bezpośrednio we frankach. Art. 4 ustawy objął nią także kredyty wcześniejsze — ale wyłącznie w części niespłaconej. Umowy z lat 2006–2008 pozostały więc umowami z lat 2006–2008; zmieniła się jedynie przyszłość ich spłaty.

Rekomendacja S: ostrzeżenie, które kosztowało nadzór

To najbardziej pouczający, a najsłabiej znany fragment tej historii. Ryzyko związane z kredytami CHF nadzór zidentyfikował już w 2005 r., a w marcu 2006 r. wydał Rekomendację S. Reakcja nie była taka, jakiej można by dziś oczekiwać. Jak podsumował to UKNF w prezentacji sejmowej: rekomendacja spotkała się z negatywną oceną Rządu RP, co przełożyło się m.in. na decyzję o wyłączeniu nadzoru bankowego z NBP od początku 2008 r., a w przestrzeni publicznej pojawiły się akcje protestacyjne w obronie „prawa do ryzyka, wolności i samodzielności w podejmowaniu decyzji”. Szef nadzoru bankowego złożył rezygnację w maju 2007 r., a przeniesienie nadzoru do UKNF wiązało się z odejściem części kadry.

Nadzór działał więc dalej, ale okrężnie — przez wymogi kapitałowe zamiast zakazów. Waga ryzyka dla kredytów walutowych wzrosła z 35% do 75% w 2007 r., a następnie do 100% w 2012 r. Dopiero po upadku Lehman Brothers banki same ograniczyły sprzedaż kredytów CHF, przenosząc ją na euro, a od 2012 r. — jak stwierdza UKNF — praktycznie zaprzestały udzielania kredytów walutowych.

DataWydarzenieSkutek
2005Nadzór identyfikuje narastające ryzyko kredytów CHFBrak reakcji regulacyjnej
03/2006Rekomendacja SNegatywna ocena rządu; wyłączenie nadzoru z NBP
2007Waga ryzyka 35% → 75%Podrożenie kredytu walutowego dla banku
2008Rekomendacja S (II); upadek Lehman BrothersObowiązki informacyjne o spreadzie; ograniczenie sprzedaży
08/2011Ustawa antyspreadowaPrawo spłaty bezpośrednio w walucie
06/2013Rekomendacja S (uchwała 148/2013)Kredyt hipoteczny wyłącznie w walucie dochodu
03/2017Ustawa o kredycie hipotecznymZasada waluty dochodu staje się przepisem ustawy

Przełom regulacyjny przyszedł z Rekomendacją S wydaną uchwałą nr 148/2013 KNF z 18 czerwca 2013 r. Jej Rekomendacja 6 brzmiała jednoznacznie: „Bank powinien udzielać klientom detalicznym kredytów zabezpieczonych hipotecznie wyłącznie w walucie, w jakiej uzyskują oni dochód, także w przypadku klientów o wysokich dochodach”. Banki miały wdrożyć tę zasadę do 1 lipca 2014 r. — siedem lat po ostrzeżeniu i pięć lat po szczycie sprzedaży.

15 stycznia 2015: dzień, w którym przeliczyły się wszystkie raty

Tło było szwajcarskie, nie polskie. 6 września 2011 r. Szwajcarski Bank Narodowy ogłosił, że nie będzie dłużej tolerował kursu EUR/CHF poniżej 1,20 i jest gotów kupować obce waluty „w nieograniczonych ilościach”. Przez trzy lata ten pułap trzymał franka w ryzach — również wobec złotego, choć pośrednio.

15 stycznia 2015 r. SNB wydał komunikat „Swiss National Bank discontinues minimum exchange rate and lowers interest rate to –0.75%”. Uzasadnił decyzję rosnącą rozbieżnością polityk pieniężnych głównych obszarów walutowych i osłabieniem euro wobec dolara, uznając utrzymywanie kursu minimalnego za „no longer justified”. Równocześnie obniżył oprocentowanie depozytów à vista o 0,5 pkt proc. do −0,75% i przesunął przedział celu dla trzymiesięcznego LIBOR-u do −1,25%/−0,25%.

Przełożenie na polskie raty było natychmiastowe. Kurs średni NBP franka wynosił 14 stycznia 2015 r. 3,5712 zł. Nazajutrz, w tabeli z 15 stycznia, było to już 4,1611 zł — wzrost o 16,5% w jednej sesji. Szczyt przypadł na 23 stycznia: 4,3223 zł. Dla porównania, scenariusz szokowy stress-testów UKNF zakładał wcześniej kurs 4,27 zł i był traktowany jako sytuacja skrajna. Rynek osiągnął go w tydzień.

Rzecz, która w tej historii często ginie: to nie rata była głównym problemem. UKNF wyliczał, że wzrost kursu został w znacznym stopniu skompensowany spadkiem stóp LIBOR CHF, a łączne koszty obsługi kredytów frankowych pozostawały o kilkanaście do kilkudziesięciu tysięcy złotych niższe niż analogicznych kredytów złotowych. Problemem był stan zadłużenia. Na koniec 2013 r. — jeszcze przed skokiem — 135,5 tys. kredytów CHF o łącznej wartości 54,5 mld zł miało LTV przekraczające 100%, przy przeciętnej wartości 402,2 tys. zł. Sprzedaż mieszkania nie pokryłaby długu, a po styczniu 2015 r. ta grupa mogła już tylko urosnąć.

Przeczytaj:  Faktoring dla firm – jak odblokować gotówkę zamrożoną w fakturach? Przewodnik 2026

Państwo odpowiedziało ustawą z 9 października 2015 r. o wsparciu kredytobiorców w trudnej sytuacji finansowej, tworząc Fundusz Wsparcia Kredytobiorców obsługiwany przez BGK. Konstrukcja mówi wiele: wsparcie jest zwrotne i przysługuje wszystkim kredytobiorcom mieszkaniowym, niezależnie od waluty. Nie było to rozwiązanie sprawy frankowej — było przyznaniem, że systemowego rozwiązania nie ma.

Droga sądowa: od Dziubaka do wyroków z 2026 roku

Skoro nie było ustawy, sprawę rozstrzygnęły sądy — i zajęło im to kolejną dekadę. Punktem zwrotnym był wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 3 października 2019 r. w sprawie C-260/18, wydany na pytanie Sądu Okręgowego w Warszawie w sporze małżonków Dziubak z Raiffeisen Bank International. Trybunał przesądził, że umowa może nie obowiązywać bez nieuczciwych warunków, jeżeli ich usunięcie zmieniłoby charakter jej głównego przedmiotu; że luki po nich nie wolno wypełniać przepisami ogólnymi odwołującymi się do zasad słuszności lub zwyczajów; i że decydująca jest wyrażona wola konsumenta.

Krajową klamrę spiął Sąd Najwyższy uchwałą pełnego składu Izby Cywilnej z 25 kwietnia 2024 r. (III CZP 25/22). Pięć tez ułożyło się w spójną całość: nie można zastąpić wadliwej klauzuli kursowej innym kursem z przepisów lub zwyczajów; jeśli kursu ustalić się nie da, umowa nie wiąże także w pozostałym zakresie; każdej ze stron przysługuje samodzielne roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia; bieg przedawnienia roszczenia banku o kapitał startuje co do zasady od dnia po zakwestionowaniu umowy przez kredytobiorcę; i wreszcie — żadnej ze stron nie należy się wynagrodzenie za korzystanie ze środków drugiej strony. Uchwała nie była jednomyślna: sześcioro sędziów z osiemnastoosobowego składu złożyło zdania odrębne.

Ostatni rozdział jest świeży i przechyla się w drugą stronę. 16 kwietnia 2026 r. TSUE wydał trzy wyroki o przedawnieniu roszczeń banków (C-753/24, C-752/24, C-901/24), uznając m.in., że prawo UE co do zasady nie stoi na przeszkodzie uwzględnieniu powództwa banku mimo upływu terminu przedawnienia, jeżeli w wyjątkowych okolicznościach wymagają tego względy słuszności. Praktyczny wniosek: przeczekiwanie do przedawnienia roszczenia banku o kapitał przestało być bezpieczne. Obie realne ścieżki opisujemy osobno — w tekstach o ugodzie za kredyt we frankach i o drodze sądowej. Program ugód, wywodzący się z propozycji Przewodniczącego KNF z grudnia 2020 r., działa równolegle do procesów od 2021 r.

Co się zmieniło: dziś takiej umowy po prostu nie podpiszesz

To najważniejszy wniosek dla kogoś, kto dopiero planuje kredyt. Zakaz, który w 2013 r. był rekomendacją nadzorczą, jest dziś przepisem ustawy. Art. 6 ust. 1 ustawy z 23 marca 2017 r. o kredycie hipotecznym stanowi, że kredyt hipoteczny „może zostać udzielony wyłącznie w walucie lub indeksowany do waluty, w której konsument uzyskuje większość swoich dochodów”. Nie ma tu miejsca na świadomą zgodę na ryzyko ani na oświadczenie klienta, że rozumie, co robi — konstrukcja jest po prostu niedostępna.

Ustawa daje też prawo wyjścia: na wniosek konsumenta kredytodawca ma obowiązek zmienić walutę umowy, jeżeli klient uzyskuje w niej większość dochodów albo jest to waluta państwa, w którym mieszkał przy zawarciu umowy lub mieszka przy składaniu wniosku. Przeliczenia dokonuje się po średnim kursie NBP z dnia złożenia wniosku — a więc po kursie publicznym, nie po tabeli banku. Cała patologia spreadu została w tym jednym zdaniu wycięta.

Warto znać przy tym pułapkę interpretacyjną, na którą nabiera się wiele tekstów w sieci. W obecnej Rekomendacji S — wydanej uchwałą nr 492/2019 KNF i znowelizowanej uchwałą nr 242/2023 — Rekomendacja 6 nie zawiera już hasła o wyłącznej walucie dochodu. Mówi tylko tyle, że przy dochodach w kilku walutach bank powinien założyć deprecjację o 50% walut innych niż ta, w której kredytobiorca zarabia najwięcej. Zakaz nie zniknął — przeniósł się do ustawy, a w rekomendacji został bufor ostrożnościowy, i to dwuipółkrotnie ostrzejszy niż 20% z wersji z 2013 r.

Przeczytaj:  Finansowanie inwestycji w firmie. Kiedy warto posiłkować się kredytem, a kiedy lepiej poczekać?

Sześć wniosków dla przyszłego kredytobiorcy

  • Tanio dziś nie znaczy tanio przez 30 lat. Kredyty CHF rzeczywiście były tańsze w obsłudze — łączne koszty pozostały niższe nawet po skoku kursu. Zawiodła nie rata, lecz saldo.
  • Pytaj nie „ile zapłacę”, tylko „ile będę winien”. Miarą ryzyka było LTV: 135,5 tys. kredytów miało dług wyższy niż wartość mieszkania. To ta liczba blokuje sprzedaż i przeprowadzkę, nie wysokość raty.
  • Parametr ustalany jednostronnie przez drugą stronę umowy jest ryzykiem. Spread nie był opłatą i dlatego nie było go w porównywarkach. Dzisiejszy odpowiednik tego pytania brzmi: kto i według jakiej reguły ustala wskaźnik referencyjny mojego oprocentowania.
  • Zgoda na ryzyko nie jest zabezpieczeniem przed ryzykiem. Oświadczenia o świadomości ryzyka kursowego były w umowach z lat 2006–2008 standardem. Nie ochroniły nikogo — ani kredytobiorcy przed kursem, ani banku przed sądem.
  • Konsensus rynkowy bywa najgorszym doradcą. W 2007 r. wybór kredytu złotowego uchodził za decyzję nieracjonalną. Ostrzeżenie nadzoru było w mniejszości i kosztowało go niezależność.

Kredyt we frankach nie był zły dlatego, że opiewał na obcą walutę. Był zły dlatego, że przenosił nieograniczone ryzyko makroekonomiczne na gospodarstwo domowe zarabiające w złotych, które nie ma jak się przed nim zabezpieczyć. To ten wniosek — a nie ocena, kto zawinił — jest dziś zapisany w art. 6 ustawy o kredycie hipotecznym.

You May Also Like